Dzien 027 - Co ma wisieć, nie utonie.
Dużo pracy której nie widać i jeden spory wizualny "apdejt" .
Syzyfowa robota to bitumin którego w końcu się pozbyłem w całości. Do licznika muszę dopisać 7 h z tytułu usuwania wygłuszenia co razem daje 15 h poświęcone na sam bitumin, a jeszcze nie jest to koniec bo zostaje mi do mycia podłoga rozpuszczalniki do mas bitumicznych. Zdecydowanie za dużo w poprzednim zdaniu terminu bitumin w różnych odmianach. Wstawcie sobie zamiast bituminu "pomidor" zanim mnie będziecie gitarę zawracać interpunkcją i paralaksą.
Do 7 h spędzonych nad bituminem muszę dodać 24 h spędzone nad obrotnicą na której Złomo zawisł w poniedziałek. Konstrukcja autorstwa własnego, inspirowana co ciekawszymi projektami krajowego wyrobu, spawana z tak zwanego freehandu i zapasów własnych stali. (Czytaj: co mi zostało w warsztacie i gdzie mi pasowało ten kawałek wsadzić to się kładło spoinę. W kosmos to przecież nie leci. Chociaż.... ).
Gdyby komuś wpadło do głowy spawać coś takiego to odradzam. Nie jest to konieczne. Ja narzekam na kręgosłup i nie lubię spawać w pozycji sufitowej.
W następnym etapie zostaje mi zdemontować tylne zawieszenie, umyć z bituminu spód auta i kończymy temat rozbiórki, zaczynamy etap blacharki.
Czas pracy 24 h ( total 48 roboczogodzin)









Komentarze
Prześlij komentarz